Miłość ponad wszystko
10🐾/10
Rozrywająca serce historia o tym, jak miłość może być nieśmiertelna. Holly Miller rozdarła mnie emocjonalnie, płakałam i czytałam dalej. Dawno żadna książka obyczajowa nie wywołała we mnie tylu emocji. Barwność języka oraz wyjątkowy warsztat autorki sprawia, że gatunek można również zakwalifikować jako literaturę piękną. Czym urzekła mnie Holly Miller? Dlaczego będę oczekiwać na kolejne książki jej autorstwa?
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda niepozornie. Callie próbuje się uporać ze stratą najlepszej przyjaciółki, Grace. Pomaga jej mężowi w kawiarni. Tam właśnie poznaje Joego, mężczyznę, który postanowił się już nigdy więcej nie zakochać. Choć założenia przypominają wstęp do komedii romantycznej, wszystko zaczyna się komplikować, gdy w grę wchodzą emocje. Joe ma pewien sekret i to on próbuje uchronić go przez kolejną stratą. Inni powtarzają mu, że powinien zawalczyć o swoje szczęście, że Callie może być tą jedyną, ale… Uczucie powoli kiełkuje. Mężczyzna jest coraz bardziej niepewny, rozsądek i trzymana w sercu tajemnica podpowiadają mu zupełnie inną ścieżkę.
Nie sądziłam, że opowieść o tak klasycznej miłości może sprawić, że nie będę potrafiła przestać płakać. Napięcie, zwroty akcji, barwność języka. Zakochałam się w piórze Holly Miller. Zapomniałam już jak bardzo słowo może na nas oddziaływać i to nie tylko tyczy się mnie jako czytelnika, ale przede wszystkim bohaterów. Genialna konstrukcja psychologiczna postaci sprawia, że są nam bliscy. Miałam wrażenie, że dosłownie podglądam ich miłość przez mały lufcik, kibicując temu uczuciu. Zakochiwałam się razem z nimi. Holly Miller potrafi grać na emocjach. Całkowicie zatraciłam się w historii, która z pozoru miała być zwykłą, codzienną opowiastką, a okazała się mądrą powieścią o tym, jak sami stajemy na drodze własnemu szczęściu, jak boimy się zaufać, stawić czoło problemom, jak miłość jest trudna i nie wystarczy, że jest, trzeba też ją pielęgnować.

Czy zastanawialiście się, na ile wyrzeczeń jesteście w stanie przystać, aby ta druga osoba była szczęśliwa? Czym dla Was jest miłość? Czy w ogóle warto wierzyć w ten „happy end”?
To jest przepiękna historia i będę ją polecać każdemu, kto lubi emocje, piękno języka i przede wszystkim – niebanalne historie.
Dziękuję Wydawnictwu Muza.
Cytaty:
„Dziwne, ale kiedy odchodziła, poczułem nieodpartą potrzebę, by wyciągnąć rękę, przytrzymać ją delikatnie i nadal móc cieszyć się jej bliskością.”
„Nie trzeba być bez skazy, by zasłużyć na miłość.”
„Nigdy nie przestanę żałować, że nie dałem jej choćby najbardziej ulotnej szansy, by mogła jednak żyć.”
„Tak naprawdę, upominam samą siebie, ledwie się znamy – na tyle, by wymieniać uśmiechy i przelotne uwagi, niczym gwiazdy z sąsiednich galaktyk mrugające w swoją stronę przez bezkresne połacie nieba.”
„Więc pozwoliłem tym słowom rozpuścić się na języku, były słodkie, lecz nietrwałe, jak oranżada w proszku.”
„Powiedz mi, że ona osłabnie. Ta tęsknota za Tobą. Myślałam, że tak się stanie, ale mam wrażenie, że jeszcze się nasila.”
„Jak, u diabła, mam się zaangażować w związek, kiedy zbyt się boję, by się zakochać?”
„- Wiem, że mnie kochasz. – Jej głos przechodzi w senny pomruk – Nie musisz się bać.
Nie boję się, myślę. Jestem przerażony.”
„Minęło tyle czasu, odkąd śmialiśmy się razem. Czasem mam wrażenie, że przed kompletnym załamaniem ratują mnie jedynie wspomnienia tego, jak cudownie się razem bawiliśmy. Kiedy każdego dnia rozświetlałeś mnie od środka.”